Klasa 4 ta

3 lata 7 miesiąc temu #1 przez Miro
Charakterystyka postaci z "Granicy" Zofii Nałkowskiej

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 7 miesiąc temu #2 przez Miro
Charakterystyka Cecylii Kolichowskiej

Pani Cecylia miała 50 lat i wywodziła się z rodu Bieckich, o czym świadczy cytat: "Pani Cecylia Kolichowska z domu Biecka, wdowa po rejencie Aleksandrze miała pięćdziesiąt lat."
Była dwukrotną wdową, co potwierdzają słowa: "Jej pierwszy mąż, Wąbrowski Konstanty, z którym przeżyła 10 ciężkich lat młodości, był socjalistą i na krótko przed wojną z przyczyn niejasnych popełnił samobójstwo" ; "Natomiast drugie jej małżeństwo ze starszym o lat piętnaście, bogatym i do wariactwa w niej zakochanym rejentem dawała dużo tematów do daremnych rozpamiętywań i zgorzkniałych opowieści." - Wyrażenia te przedstawiają nam, że w żadnym z tych związków nie była tak naprawdę szczęśliwa, przeciwnie przyczyniły się one do pogłębienia w niej cech, które czyniły ją zgorzkniałą.
Za Wąbrowskiego wyszła z miłości i skończyło się to dla niej tragicznie, co można stwierdzić na podstawie poniższego fragmentu tekstu: "Za mąż za Konstantego wyszła z prawdziwej miłości, więc można powiedzieć, że była sobie sama winna " , a także "[..] znikał i zjawiał się w niewłaściwych porach, upewniając ją, że nie ma czym się niepokoić." - Jej pierwszy mąż wyemigrował z inną kobietą i popełnił samobójstwo, zostawiając Cecylię samą z dzieckiem, o czym mówi nam następujący cytat: "To życie skończyło się nagle, gdy Konstanty Wąbrowski musiał emigrować z kraju, zostawiając żonę z ośmioletnim synem bez środków, a później nawet bez wiadomości. O jego samobójstwie dowiedziała się z gazet."
Wychodząc drugi raz za mąż kierowała się rozsądkiem. Jednak i tym razem było ono tragiczne w skutkach, bowiem rejent była strasznie zazdrosny i trzymał ją zamkniętą w domu co ukazuje zdanie: "Zakochany lirycznie, wykwinty starszy pan okazał się ponurym erotomanem, więził ją w domu, nie pozwalał bywać między ludźmi, nie pozwalał się ubierać, tańczyć, podróżować."
Oba te związki bardzo mocno wpłynęły na panią Kolichowską.
W młodości była osobą piękną, szczupłą, dbającą o swój wygląd, co przedstawiają słowa: "Była cienka w pasie [..]" , a także "Nadęte rozgniewane usta były pomalowane jasnym karminem i jeszcze coś bladoczerwonego jakaś kokarda z emalii uczepiona była do każdego z białych, mszystych pantofelków".
Natomiast jej wygląd w wieku pięćdziesięciu lat był bardzo groteskowy. Miała liczne zmarszczki i siwe włosy. Potwierdza to poniższy fragment tekstu: " Pani Cecylia Kolichowska zestarzała się źle. Zmarszczki na jej chudej twarzy powstały z samych min zirytowanych" , oraz " Nie były jeszcze całkiem siwe, ale wypadały tak gwałtownie, że z dawnego sporego warkocza, został tylko długi, cienki kosmyk" - Obraz ten idealnie pasuje do jej charakteru i odzwierciedla jej sposób bycia, ponieważ "zepsuty wygląd pasuje do zepsutego człowieka" .
Całe ciało Cecyli było zniszczone przez rozmaite choroby, które nabyła wraz ze starością: "Pożółkła, wiotka skóra trzymała się w obrębie dawnego kształtu, miękkie mięso ludzkie." - Ciało było zdominowane przez choroby i zniszczone przez nieustannie płynący czas.
Świat Cecylii był bardzo ograniczony o czym wspomina następujący cytat: "Jej świat podzielony był na piętra na front i na podwórze na strych i sutereny." Cały świat jej znajdował się wkamienicy i był wyjątkowo mały.
Trzymała się na uboczu i nie nawiązywała kontaktów z innymi co potwierdzają słowa: "Prowadziła nadal życie odosobnione zamknięte między pozycjami komornego i podatku jak na krzyżu." - Ponadto była egoistką zapatrzoną w siebie co widać w następującym zdaniu: "Ja nie mogę litować się nad psem, ja muszę się litować nad sobą."
Miała skłonności do narzekania i użalania się nad sobą o czym świadczy podany cytat: "Jeśli mnie nie ma przez 30 minut to cały dom zostaje do góry nogami." Była również pesymistką, co potwierdzają słowa „ Tylko pani Cecylia przez cały tydzień trzymała na wątrobie gumową torbę z gorącą wodą i wyrażała się o życiu negatywnie”,
Mimo swojego podeszłego wieku jest dziecinna co ukazuje w następującym fragmencie tekstu: " Ona gniewała się na nią że też nie jest Elżbietą." - wypowiedziane po tym gdy przyszła do niej Ewcia.
Jest dumna, co przedstawia poniższe zdanie: "Broniła się gniewnym głosem gdy Zenon usiłował przyjść jej z pomocą." - pokazuje to ponadto, że Cecylia nie lubiła wszelkiej oznaki swojej bezradności., a także uparta, co ukazuje cytat" Pani Cecylia nie łatwo dała się przejednać." - nie pozwalała na kompromisy, które nie kończyły się jej zwycięstwem i bardzo łatwo ulegała gniewowi.
Była niemiła i niewdzięczna dla osób się nią zajmujących, co potwierdzają słowa: "Pani Cecylia dała sobą powodować, przewracać się na boki, odkrywać i nakrywać - niechętna nadąsana i bierna."
Pani Kolichowska jest surowa i wymagająca wobec swoich pracowników, co widać w następującym zdaniu: "Pani Cecylia oglądała ślady w ogrodzie i zapowiadała, że jeśli pies jeszcze raz dostanie jeść wieczorem to kucharka może sobie szukać innego miejsca."
Kobieta ta była nieczuła na krzywdę zwierząt o czym świadczy jej stosunek do Fitka, ukazany w podanym zdaniu: "To jest pies do pilnowania nie do spacerów."
Jej sposób myślenia była dualistyczny: "Toteż teraz każde zjawisko życia było dla niej dwojakie, złe i dobre, ujmowała je bowiem w dwóch jednocześnie stanowisk." - było to spowodowane jej nieudanymi związkami.
Wdowa ta nie przepadała za przyjaźniami, były one dla niej ciężarem, potwierdza to cytat: "Ta przyjaźń ciążyła pani Kolichowskiej finansowo i towarzysko, ale nic na to nie mogła poradzić i dźwigała ten obowiązek, który pogłębiał tylko jej rozgoryczenie."
Miała negatywny stosunek do mężczyzn, traktowała ich jak zwierzęta, co ukazuje poniższy fragment: "Mężczyźni! Jakiś niższy gatunek ludzki, który należy opanować, ujarzmić, tresować, który trzeba umieć trzymać."
Życie z nimi uważała za nieprzewidywalne co przedstawiają poniższe słowa: "Trzeba je za wszelkę cenę odgadnąć, trzeba się przeciw nim zbroić, życie z nimi grozi niebezpieczeństwem i zgubą."
Natomiast kobieta jest według Kolichowskiej opoką dla mężczyzny, co widać w następującym zdaniu: " Bo kobieta jest kimś z kim można się dogadać, na kogo można liczyć, komu można zaufać."
Pani Cecylia patrzyła nieprzychylnym okiem na gości, nie akceptowała ich i traktowała jak intruzów, świadczy o tym cytat; " Pani Cecylia pilnowała surowo, czy wszystko jest w porządku, pochmurna patrzyła na zebrane panie."
O swoich lokatorach myślała, że są leniwi, nie ma dobrego zdania o swojej służbie: "Ewcia jest niechętna i do niczego, Michalina ospała i leniwa[..] ".Również jej stosunek do lokatorów dawał wiele do życzenia. Uważała, ona bowiem za leni i nierobów, o czym świadczy następujący fragment tekstu „Staje w obronie oszusta i złodzieja Gołąbskiego, nie daje ruszyć Chąśbów, którzy na komorne wprawdzie nie maja, ale urządzać u siebie hałasy i pijatyki, co tydzień to mają, ujmuję się za Ignacym, starym leniem i niedołęgą, przez którego marnieje ogród, nie da słowa powiedzieć żadnej służącej”. Podany cytat pokazuje również stosunek wdowy do Elżbiety. Cecylia bowiem, uważa że dziewczyna zawsze stoi przeciwko niej i broni bezużytecznych ludzi. Mimo swych narzekań Kolichowska bardzo lubi Elżbietę i pragnie ją mieć przy sobie, co potwierdzają powyższe słowa „Z tą dziewczyną, do której przywiązała się naprawdę jak do rodzonego dziecka”, oraz „Pani Kolichowska lubiła gdy Elżbieta wchodziła do pokoju, lubiła jej głos, jej słowa, jej ruchy”. Wdowa boi się jednak przyznać Elżbiecie o swej słabości do niej, co ukazuje zdanie „ Za nic na świecie nie byłaby dała wyrazu tym uczuciom tak jej niewygodnym”.Jest ona również nieufna wobec innych, nawet jeśli chodzi o Elżbietę, którą w pewnym stopniu poważa ( do czego się nie przyznaje, nawet przed samą sobą), mówi o tym następujący cytat: "Elżbieta wprawdzie zawsze mówiła, że za mąż wyjśćnie ma zamiaru, ale takich postanowień nie można brać na serio." - nieufność Kolichowskiej jest tak ogromna, że przenosi ją na każdą osobę i sferę życia.
Pani Kolichowska nie cierpiała Awaczewicza co można stwierdzić na podstawie tego fragmentu: "I Jeszcze ten Awaczewicz. Nie mieszka wprawdzie w domu, ale jest jakby domownikiem [...] Pani Cecylia nie cierpiała tego człowieka, to był jeszcze jeden węzeł udręki." - miała negatywny stosunek do tej osoby.
Miała negatywny stosunek do księży: "Pani Kolichowska, która nie lubiła księży i uważała ich za darmozjadów, wyjawiła to bez ogródek."
Cecylia nie okazuje żadnych "zbędnych" uczuć przy spotkaniu z Karolem i zachowuje się machinalnie o czym mówi ten cytat: " Pani Cecylia nie okazała swych uczuć, nie zdradziła się z niczym."
Pani Kolichowska, patrząc na Karola, poczuła, że jest on dobry i miły i zaczęła mieć o nim dobre zdanie: "Pani Cecylia patrzyła na syna w tej chwili z daleka i doznawała dziwnego wrażenia. Jego twarz, drobna, kanciasta, z głęboko wpadniętymi oczami, nagle się przed nią odemknęła. ''On jest miły'' - pomyślała i uczuła pociechę."
Pani Kolichowska, była kochana przez Karola, który wyjawił jej to podczas rozmowy mówi o tym, ten fragment tekstu: "Kochałem Ciebie i byłem o ciebie zazdrosny." a także cytat, w którym dodaje słowa sprawiające we wzruszenie, panią Cecylię: "To był triumf, żeś była moją matką. Uwielbiałem cię. Być przy tobie, patrzeć na ciebie - cóż to było za szczęście. Byłaś taka piękna."
Gdy Cecylia zachorowała, Karol był przy niej do samego końca razem z Elżbietą i czuwał nad panią Kolichowską, która była nieprzytomna, o czym wspomina cytat: " Oboje z Karolem nie odchodzili od jej łóżka, nie odrywali oczu od jej twarzy." - Możemy tutaj zobaczyć, że Karol bardzo związał się z Cecylią i dlatego czuwał przy niej, aż do gorzkiego końca.
Ta starsza kobieta nie chciała być taka sama jak jej znajome, które ją odwiedzały. Mimo to miała ona świadomość, że są identyczne, co przedstawia zdanie „Ale myśl, że i ona należy do tego „kongresu czarownic”, do „tej parady wiedźm”, że i ona jest jedną z nich było bardzo nieprzyjemne”.
Także sąsiadki miały lekceważący stosunek do Kolichowskiej,  co widzimy w podanym fragmencie „Mówiły o ostatnich pogrzebach i jak „odprawia” który ksiądz. Ale wiedziały, że pani Cecylia tego nie lubi”. Zdanie to pokazuje, że przyjaciółki mimo iż są świadome faktu, że wdowa nie lubi pogrzebów, i tak dyskutują na ten temat.
Cecylia nigdy nie odnalazła celu w życiu, o czym świadczy cytat „Przez całe życie oczekiwała jakiejś zmiany, z dnia na dzień liczyła, że wszystko się wyjaśni, nabierze sensu, że coś się wreszcie okaże”.  Nie lubiła także starości, a potwierdzają to słowa „Wszystkiego się spodziewałam, ale tego że będę stara to nigdy”. Ukazuje to również że Kolichowska, nigdy nie pogodziła się ze starością. Ponadto uważała ona, że nic ją dalej w życiu nie czeka, co ukazuje zdanie „Że jedyną rzeczą, którą ją jeszcze czeka to śmierć”.
Cecylia czuła strach przed śmiercią, co ujawniła wspominający wszystkich tych, którzy odeszli będąc od niej młodszymi: "Pamiętasz wuja Romana, ojca Elżbiety - spytała nagle - On umarł, kiedy miał dziesięć lat mniej niż ja teraz [..] Jestem o dziewiętnaście lat starsza niż moja matka, gdy umierała."


Moim zdaniem pani Cecylia Kolichowska, która została bardzo dotkliwie doświadczona przez życie, była bardzo silna psychicznie, ponieważ wytrzymała wszelkie przeciwności losu jakie napotkała i nigdy do końca się nie złamała. Była już w podeszłym wieku, była również zgryźliwa, ale mimo to wciąż pozostawała silna i walczyła o swoje racje.Starsza kobieta potrafiła tylko nielicznym ukazać swoją dobrą stronę. Faktem jest że była zgorzkniała i miała negatywny stosunek do otoczenia, ale wszystko to było dlatego, że tak nauczyło ją życie. Życie nauczyło ją by nikomu nie ufać, tylko samemu sobie. Dwukrotna wdowa, żyła według tej zasady i razem z tą zasadą umarła...

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 7 miesiąc temu #3 przez aanndrzej
Charakterystyka Karola Wąbrowskiego.
Andrzej Łapa, Jerzy Świątek.


Karol Wąbrowski, bohater "Granicy" Zofii Nałkowskiej. Syn Cecylii Kochlikowskiej i Konstantego Wąbrowskiego. Gdy był mały zaczął poważnie chorować. Z tego powodu matka wywiozła go do sanatorium, do Szwajcarii.

Jak już wspomniane było wcześniej był to syn Cecylii Kochlikowskiej i Konstantego Wąbrowskiego (który popełnił samobójstwo w Paryżu) - „Sama przecież przyzwyczaiłaś się już do tego, że Karol jest jej synem”, „Twój ojciec umarł w Paryżu.”, „Jego śmierć była jeszcze ponadto samobójstwem”. Karol zawsze wchodził ubrany elegancko mimo iż był zmuszony nosić gorset ortopedyczny. „Miał odrzucony z czoła melonik i olśniewająco biały cache-nez na szyi. Wyglądał jak prawdziwy dygnitarz na zdjęciach tygodnika filmowego”, „Karolowi było ciężko się nachylać w ortopedycznym gorsecie i obrzęd powitania przyszedł mu z trudnością”. Nie palił on papierosów, a tak czy siak miał słabą kondycje fizyczną. Możliwe, że jest to spowodowane chorobą, na którą cierpiał – gruźlicę - „-Nie masz papierosa? -zapytał. –Nie mam, nie palę – odrzekł Karol i uczył się winny”, „Wchodząc w dawną swą rolę w stosunku do słabszego fizycznie przyjaciela, zajął się od razu jego walizą i tragarzem, dbał, czy nie jest bardzo zmęczony drogą, czy jechał wygodnie. A Karol po dawnemu przyjmował to jako naturalne.”, „Chorowałem tyle lat”, „Moja tuberkulozę i cała ortopedyczna strona tej sprawy”.
W ogóle nie był podobny do własnego ojca, a przypominający własnego dziadka - "Nie jesteś podobny do ojca", "Jesteś podobny do dziadka Bieckiego". Miał bardzo niestandardową urodę, zaczynając od oczu, po nieszablonowy uśmiech - "(…) patrzył ku niej z dołu uważnie małymi, głęboko osadzonymi oczami", "Uśmiech miał trudny, asymetryczny, nadspodziewanie słodki i bezbronny.". Na jego głowie nie można było dostrzec włosów, a sam Karol nie należał do największych ludzi - "Pani Cecylia drugą ręką głowę jego przygarnęła do piersi. Głowa ta była łysa.", "Od drzwi szedł z wolna na sztywnych nogach nieduży obcy człowiek". Był bardzo flegmatyczny, sztywny, a zarazem bardzo punktualny - "Przez nikogo nie obudzony, na obiad przyszedł punktualnie", "Przystawał na wszystko - powolny, sztywny, uważny". Jedną z głównych cech Karola było to, że był kulturalny, wychowany, słuchał, gdy ktoś do niego coś mówi - "Dziękuję mamie, dziękuję, z całą chęcią... Mówił cicho, ostrożnie i poprawnie,(…)", "Karol słuchał z uwagą, starając się zrozumieć, przetłumaczyć na swój język". Lubił bardzo kaktusy, sądził, że są one tak samo okaleczone jak on - "- Nie lubię kaktusów (…) -Ja je lubię. To są jakby urodzone kaleki między roślinami – odezwał się Karol". Uważał, że ludzie zapominają, że otrzymują jedną szansę, jedno życie, że żyje się tylko raz i wszystko to szybko przemija - "Żyje się krótko i źle. A przy tym tylko ten jeden raz. Czy można żądać od człowieka, by dał to jedno życie zniszczyć? Karol mówił z cichą perswazją: - Jest jedno, ale się przecież tego nie czuje. Zapomina się o tym.". Karol przyjmował zachowania erotomana – „O każdej kobiecie Karol wyobrażał sobie, że musi być jego kochanką”. Jego stosunek do matki znowu był całkiem inny niż do całej reszty świata, mimo iż na długi czas ją zostawił - „Kazałeś długo czekać na siebie matce, Karolu. Wiesz jak za Tobą tęskniła.”, „Nawet do najbliższego człowieka Karol pisał tak samo, jak mówił. To znaczy, całkowicie bez uwagi na odbiorcę. Rozmowa z nim nie była wzajemną wymianą, to byłe zawsze słuchanie monologu albo prelekcji w radio”. Jak już znowu był przy matce to był dla niej posłuszny, pomagał jej jak się dało i martwił się o nią – „Gdy go jednak wzywała, zjawiał się natychmiast, wzruszony i wdzięczny”, „Karol nie upierał się zresztą przy swych sądach i słuchał gniewnych słów matki z cierpliwością, która w jej oczach wyglądała na lekceważenie”, „Uniosła się na łóżku. Karol wstał ostrożnie i ustawił poduszki za jej plecami.”, „Po południu zasnęła, a Karol siedział tuż przy jej łóżku. Spała długo. Obudziła się nagle z twarzą zmienioną przez przerażenie, pełną rozpaczy. Zadzwonił na pielęgniarkę, trzymał ją za rękę.”.

Według mnie Karol ma bardzo trudną sytuację w życiu. Zerwał kontakt z swoją matką, która zawarła drugie małżeństwo tylko ze względu na korzyści takie jak spokojna starość. Dodatkowo cierpi od wielu lat, choruje, także na gruźlicę. Tak czy siak nie chce się poddać i próbuje walczyć z wszystkim co mu się przytrafiło. Musi zapanować nad wszystkim, bo może to mieć tragiczne skutki w późniejszym czasie.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 7 miesiąc temu #4 przez Szymon94-1994
Szymon Miszałowski
Tomasz Raginia

Charakterystyka Justyny Bogutównej

Justyna Bogutówna, bohaterka "Granicy" Zofii Nałkowskiej jest córką Karoliny Bogutównej, z zawodu kucharki. Jest owocem romansu matki z zamożnym mężczyzną. Justyna jako osoba żyjąca na wsi, zajmująca się haftowaniem nie była przygotowana do trudów życia w mieście, mieszkała w odległej stronie miasta, nie potrafiąc radzić sobie sama cały czas prosiła o pomoc Zenona. Warto też wspomnieć o tym ,że praca fizyczna źle na nią wpływała co odbiło się na jej wyglądzie oraz ubiorze. Była dzieckiem nieślubnym. Po raz pierwszy jest ukazana nam jako 19 letnia kobieta.
Jest ona ukazana nam jako bohaterka o subtelnej urodzie, która z całą pewnością wzbudzała ogromny zachwyt Zenona Ziembiewicza. Wszystkim kojarzyła się z ciepłem i dobrocią. Była bardzo ładną kobietą o jasnej karnacji oraz prostych jasnych włosach obciętych jak u chłopca. Jej zęby mimo ,że nierówne aczkolwiek białe obnażały się bez uśmiechu prawie przy każdym wypowiedzianym słowie. Jej urodę można uznać za specyficzną o czym świadczą następujące słowa: "Miała zabawną górną wargę, podciągnięta przez krótki nosek" Przytaczając jeszcze jeden fragment : "(...) jej szyja jest równa i gładka jak dawniej, a małe piersi, których wypukłość zaczyna się tuż pod obojczykiem są tak samo ścisłe i szeroko rozstawione i nie dadzą się tak łatwo stulić" możemy stworzyć dość dokładny „obraz” naszej bohaterki.
Justyna była osobą otwartą,delikatną i prostoduszną, zdolną do wielkich uczuć,które niestety ktoś wykorzystał. Wzbudzała sympatię innych ludzi. Przejmowała się losem innych, po śmierci matki czułą się smutna i zagubiona. Była osobą religijną, co potwierdza fakt ,że odwiedzała i modliła się na grobie matki. Justyna była też kobietą czułą co okazywała nieraz przebywając w towarzystwie Zenona, " u Justyny zwykła czułość dziecinna przekręcała się nagle i bez pamięci w ślepe nieprzytomne uniesienie". Łatwowierność i naiwność niestety nie były dobrymi cechami naszej bohaterki, co oczywiście wykorzystywał Zenon. Ciąża oraz podjęta przez nią decyzja aborcji odbiła się negatywnie na jej psychice oraz późniejszym podejściu do świata.
Bogutówna, z całym zestawem pozytywnych cech charakteru, była również dobrą kochanką. Zenon został przez nią obdarowany uczuciem szczerym i bardzo silnym o czym świadczą słowa: „dla ciebie Zenon ja poszłabym nie wiem na jakie męki, nic mi nie strach, o nic nie dbam”. Sytuacja ta zmieniła się po dokonaniu zabiegu usunięcia ciąży. Popadła ona w chorobę psychiczną i oblała twarz Zenona kwasem. Jest to dowód jej totalnej bezsilności. Straciła ona również przyjaciółkę. Cały ten bieg wydarzeń prowadzi do tego że kobieta próbuje popełnić samobójstwo obwiniając o wszystko Ziembiewicza.
Justynę można uznać za postać tragiczną.Nie potrafiąca radzić sobie w otaczającym ją społeczeństwie. Dobrze wychowana, piękna i dobra dziewczyna zostając odrzucona przez Ziembiewicza i pozbawiona dziecka załamuje się co prowadzi do jej upadku.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 7 miesiąc temu #5 przez mati08021994
Mateusz Kurpiński

Karolina Bogutowa – postać epizodyczna w powieści „Granica” Zofii Nałkowskiej.
Pracowała jako kucharka w Boleborzy i została zwolniona przez Warkoniową z powodu zajścia w ciążę. Jednak sama Karolina nie przejęła się utratą pracy. Przyjęła tą informację ze spokojem i z wyrozumiałością. Dla potwierdzenia przytaczam cytat : „Zjawienie się Justyny w Boleborzy wynikło ze zmiennych kolei życiowych starej Karoliny Bogutowej i jej końcowego upadku. Gdy wówczas pani Warkoniowa nagle wymówiła jej miejsce, Bogutowej wydało się to naturalne i do nikogo nie miała pretensji.”
Po latach Warkoniowa uznała, że Bogotowa była przyzwoitą, uczciwą i religijną wdową, lecz trochę ogłupiałą. Co potwierdzają słowa samej Warkoniowej: „Ta moja sługa wtedy to była wdowa, tak miała ze czterdzieści lat, przyzwoita kobieta i religijna. Nikt by jej o nic nie był posądził.”
Jako kucharka była otyłą i zaniedbaną kobietą. Tak ocenia wygląd Zenon Ziembiewicz „[…] jest córką nowej kucharki, baby grubej i nadąsanej, którą widział od rana człapiącą po kuchni i podwórzu nogami bosymi, brudnymi i spuchniętymi.”
Jest matką głównej bohaterki Justyny ,o czym świadczy fragment : „Był zdziwiony, gdy dowiedział się od pani Żanci, że ta różowa dziewczyna, zdolna do szycia i bardzo w domu przydatna, a "kosztująca tyle, co zje", jest córką nowej kucharki,”
Po urodzeniu dziecka nie mogła znaleźć żadnej pracy, było jej bardzo ciężko. Życie nie miało dla niej sensu. O czym wspomina fragment: „Ale po wyjściu później z dzieckiem ze szpitala przeżyła ciężkie chwile i myślała, że już sobie nie poradzi. Kiedy nikt nie chciał wziąć jej do służby”
Gdy pracowała u Tczewskich w wieku pięćdziesięciu lat rozchorowała się. Choroba bardzo wpłynęła na jej stan zdrowotny. Jeszcze bardziej utyła i zaczęło brakować jej sił. Co widać w następującym zdaniu : „Tymczasem Karolina Bogutowa, doszedłszy lat pięćdziesięciu, zaczęła chorować. Utyła bardzo i ociężała, w czasie roboty przysiadała czasem na stołku, czego się była wystrzegała przez całe swoje życie. Po nocnych atakach kolki wątrobianej dźwigała się z łóżka, by stanąć przy blasze”
Musiała zmieniać pracę, ponieważ nie dawała rady obowiązkom, jakie jej stawiali pracodawcy. Z każdym dniem stawała się coraz słabsza. Dużo wysiłku wkładała w pracę, choć nie dawała jej satysfakcji jak kiedyś. Widać to w następującym cytacie: „Bogutowa robiła teraz z wysiłkiem i przymusem to, w czym dawniej znajdowała chlubę. Jednak i tutaj po trzech latach okazała się z powodu swojej choroby niezdatna.”
Bogutowa tak bardzo się rozchorowała, że doktor prowadzący wysłał ją do szpitala na operację. Mówi o tym fragment : „Tego roku na wiosnę Bogutowa rozchorowała się tak ciężko, że doktor z Chązebnej już nie mógł jej poradzić, musiała jechać do miasta na operację.” Operacja nie udała się. Karolina umiera na stole operacyjnym. O czym świadczą słowa Justyny, jej córki : „O Jezu, Jezu, mama nie żyje!”
Moim zdaniem, Karolina jest postacią tragiczną, ponieważ nie może odnaleźć się w świecie, jest skrzywdzona przez los . Jej życie nie było łatwe, poprzerywane różnymi problemami, zwłaszcza zdrowotnymi. Jest osobą dobrą, pomocną, ale bardzo zranioną.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 7 miesiąc temu #6 przez Gojo
Zenon Ziembiewicz
Główny bohater powieści Zofii Nałkowskiej Zenon Ziembiewicz jest potomkiem Waleriana i Joanny z Niemierów. Zenon pochodził z Boleborzy gdzie po stracie majątku rządcą został jego ojciec.
W latach młodości Zenon uczył się i sam zarabiał na szkołę. Jako chłopiec był dość ładny :” Miał wtedy bardzo gęste, przylizane włosy o dziwnym kolorze – ciemnym, a jednocześnie złotawym”. Był bardzo pilnym i ambitnym uczniem, a nawet udzielał korepetycji.
Jego sytuacja materialna nie była zbyt dobra czym świadczą przykrótkie spodnie oraz wytarty garnitur które posiadał jako uczeń. Jako student był wychudzony i zaniedbany. Sytuacja ta zmieniła się diametralnie gdy został mianowany prezydentem miasta. Zaczął się wtedy ubierać elegancko, nosząc drogie palta i melonik na głowie. „ Jego sylwetka trochę pochylona (…) twarz o garbatym profilu i ascetycznie wydłużonej szczęce” powodowały iż rozpoznawał go każdy mieszkaniec miasta.
Z wiekiem światopogląd Zenona zmienił się, dostrzegł staroświecki styl życia rodziców. Im bardziej stawał się samodzielny tym bardziej mentalnie oddalał się od domu rodzinnego. „Od tego widzenia stygło mu serce i gorzki wstyd ściskał gardło”- gdy wracał do domu zdawał sobie sprawę jak nieudolni są jego rodzice. Jego ojciec nieudolnie prowadził gospodarstwo i miewał liczne romanse z dziewczętami ze wsi. Dlatego młody Ziembiewicz za wszelką cenę chciał być inny niż jego ojciec. Jednak z biegiem lat jego charakter okazał się słabszy niż tego chciał.
Im bardziej zagłębiamy się w tekst Nałkowskiej tym bardziej poznajemy skomplikowaną naturę głównego bohatera. Mimo postępowania bohatera widzimy, iż nie jest on złym człowiekiem. Można powiedzieć, że jego złe postępowanie było wynikiem niekorzystnego obrotu spraw. Pierwsza taka sytuacja miała miejsce podczas studiów w Paryżu gdzie Ziembiewicz musiał sprzeciwić się swoim poglądom pisząc artykuły do czasopisma „Niwa” aby zakończyć studia i zdobyć dyplom. Zenon dopuszcza takie ustępstwo w celu osiągnięcia postanowionego sobie zadania, po jego wykonaniu i nagięciu swoich własnych zasad moralnych chce wrócić do tego czego zawsze chciał- „żyć uczciwie”
Kolejnym sprzeciwieniem się własnej naturze było podjęcie pracy redaktora „Niwy” . I znów sytuacja zmusza bohatera do robienia czegoś wbrew sobie. ”Zapragnął wyrwać ją z warunków w których się męczy, z ponurego domu, od zdziwaczałej ciotki, uczynić wszystko żeby było jej dobrze” Jednak tak jak wcześniej „złe” postępowanie jest motywowane koniecznością spłaty zaciągniętej pożyczki i chęć wyrwania ukochanej Elżbiety z ponurej codzienności jej domu.
Gdy Zenon obejmuje stanowiska prezydenta ma nadzieję, że uda mu się dokonać istotnych zmian i pomóc ludziom którzy tego potrzebują. Wdał się jednak w liczne romanse co może zasługiwać na potępienie znów jednak starał się wybrnąć z tej sytuacji jak uczciwy człowiek, wspierał Justynę finansowo, nie okłamywał żadnej z bliskich mu kobiet i nigdy nie miał złych i samolubnych zamiarów bądź celów.
Jednak charakter młodego Ziembiewicza nie okazał się wystarczająco silny by mógł sprówać narzuconym stylem życia i warunkami, przez wyniknęło kilka kilka mocno niekorzystnych dla niego sytuacji. Wynika z tego, iż nie możemy jednoznacznie określić jaka jest ta postać. Jego niektóre decyzje, które podejmował na pierwszy rzut oka wydają się nam motywowane dobrymi chęciami lecz lecz ich następstwa, których Zenon czasem nie mógł przewidzieć lub im zapobiec okazują się na tyle tragiczne w skutkach, że odczuwamy nawet pogarde do tej postaci. Całe życie próbował unikać błedów przeszłości ale sam popełniał te same, każdy wątek w książce powoduje, że nie da się określić kim dokładnie jest Zenon Ziembiewicz.

całość również w załączniku

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 2 miesiąc temu #7 przez BlackRose
MOTYW MIŁOŚCI W "DŻUMIE"

Wpływ dżumy na miłość i zakochanych

„(….) ujrzeli nagle, że są oddaleni od siebie bez ratunku, że nie mogą się połączyć ani skomunikować” – narrator o sytuacji ludzi, których ukochani ludzie są poza miastem, osoby te nie były przygotowani na tą rozłąkę, żegnając się z nim nie mieli pojęcia, że rozstają się z nimi na tak długi okres czasu

„A ponieważ sformułowania, których można użyć w depeszy, wyczerpują się szybko, długie wspólne życie czy bolesne namiętności streściły rychło w wymianie gotowych formuł jak: Mam się dobrze. Myślę o tobie. Serdeczności.” – sytuacja zakochanych po zamknięciu bram, ludzie mogli się kontaktować z ukochanymi za pomocą depeszy, w której mieściło się zaledwie 10 słów. Sprawiło to że ludzie oddalali się od siebie. Nie byli oni w stanie przekazać bliskim swoich myśli i zaczęli używać wytarte frazesy

„Ale bardzo szybko więźniowie dżumy zrozumieli, na jakie niebezpieczeństwo narażają swoich bliskich, i postanowili znosić tą rozłąkę.” –sytuacja zakochanych po zamknięciu bram, mieszkańcy Oranu martwili się o swoich bliskich i woleli cierpieć z powodu rozłąki niż narażać ukochanych na śmierć

„Mężowie i kochankowie, którzy mieli największe zaufanie do swych towarzyszek, odkrywali, że są zazdrośni”- sytuacja po wybuchu dżumy i zamknięciu miasta, ludzie się zmienili i zmienił się ich stosunek do bliskich im osób

„Rzeczywiście cierpieliśmy podwójnie – za przyczyną naszego cierpienia i tego cierpienia, które przypisywaliśmy nieobecnym: synowi, żonie, kochance. „ – sytuacja po wybuchu dżumy i zamknięcia miasta, ludzie, których ukochane osoby były poza miastem przeżywali swój ból i ból osób im bliskich

„Wówczas wracaliśmy do naszej sytuacji więźniów skazanych na przeszłość i jeśli nawet niektórzy z nas doznawali pokusy by żyć przyszłością, wyrzekali się tego tak szybko, jak tylko to było możliwe, czując rany, jakimi wyobraźnia karze w końcu tych co ufają.” – sytuacja zakochanych na początku epidemii, ludzie żyją przeszłością, boją się myśleć o tym czy i kiedy skończy się dżuma. Nie chcą robić sobie złudnych nadziei, bo to zabolało by ich jeszcze bardziej.

„I tak, osiadając na mieliźnie w pół drogi do tych przepaści i szczytów, trzepotali się raczej niż żyli, wydani dniom bez kierunku i jałowym wspomnieniu – błąkające się cienie, które tylko wtedy mogły nabrać siły, gdy zapuszczali korzenie w ziemię swych cierpień.” – sytuacja zakochanych na początku epidemii, życie ludzi nie miało sensu, siłę dodawały im tylko wspomnienia ukochanej osoby, co jednak pogłębiało ich cierpienie

„Nawet ta przeszłość, o której rozmyślali bez przerwy, miała jedynie smak żalu. Pierwszą tego sposobnością była trudność dokładnego wyobrażenia sobie czynów i gestów nieobecnego.” – sytuacja zakochanych na początku dżumy, osoby te zapominają powoli o swoim ukochanym, powoduje to smutek i wyrzuty sumienia, przez co cierpią oni jeszcze bardziej

„Od tego momentu począwszy, było im łatwo cofnąć się wstecz w miłości i zbadać wszystkie jej braki.” – sytuacja zakochanych na początku epidemii, ludzie zauważają swoje błędy w przeszłości, żałują że nie spędzali więcej czasu z ukochaną osobą, wywołuje to w nich wyrzuty sumienia

„Wówczas bowiem, gdy ludność zaczynała tracić głowę, ich myśl całkowicie obracała się ku istocie, na którą czekali. W powszechnym nieszczęściu chronił ich egoizm miłości i jeśli myśleli o dżumie, to tylko tyle, o ile im mogła grozić wieczną rozłąką.” – sytuacja zakochanych na początku dżumy, miłość pozwala im uciec od dżumy, zamiast niej myślą oni o ukochanej osobie

„Dawniej rozłączeni kochankowie nie byli naprawdę nieszczęśliwi, ich cierpienie miało w sobie światło, które teraz zgasło.”
- sytuacja zakochanych, gdy dżuma na dobre zagościła w Oranie, ludzie stracili nadzieję na ponowne spotkanie z ukochanym, poddali się więc wyłącznie dżumie

„Po raz pierwszy rozłączeni nie czuli wtrętu do rozmów o nieobecnym, do używania języka wszystkich, do rozpatrywania rozłąki tak samo jak statystyki epidemii.” – sytuacja zakochanych, gdy dżuma na dobre zagościła w Oranie, ludzie przyzwyczaili się już do tego, że są z dala od ukochanych, a rozmyślenie o nich nie wywoływało w nich już tak wielkich uczuć

„Jeśli bowiem jest prawdą, że wszyscy rozłączeni doszli do tego stanu, należy dodać, że nie wszyscy w tym samym czasie, i jeśli przyjęli tę nową postawę, błyski, nawroty, nagłe oprzytomnienia wiodły ich ku odmłodzonej i bardziej bolesnej wrażliwości. Trzeba było do tego owych chwil nieuwagi, kiedy układali jakiś projekt, z którego wynikało, że dżuma ustała.” - sytuacja zakochanych, gdy dżuma na dobre zagościła w Oranie, ludzie czasami znów myślą o ukochanych, dzieje się tak głównie wtedy gdy planują przyszłość po zakończeniu epidemii

„Wyrwani ze snu dotykali jej z niejakim roztargnieniem, z irytacja na ustach odnajdując w nagłym błysku swoje nagle odmłodzone cierpienie, a wraz z nim wstrząsającą twarz swej miłości. Rano wracali do zarazy, to znaczy do rutyny.” - sytuacja zakochanych, gdy dżuma na dobre zagościła w Oranie, kochankowie wieczorem przypominają sobie o swoich bliskich, co jest im nie na rękę, natomiast w dzień myślą wyłącznie o dżumie

„Można powiedzieć na koniec, że rozłączeni nie mieli już tego szczególnego przywileju, który ich chronił na początku. Stracili egoizm miłości i płynące stąd korzyści. Teraz przynajmniej sytuacja była jasna, zaraza dotyczyła wszystkich.” - sytuacja zakochanych, gdy dżuma na dobre zagościła w Oranie, nie było już ucieczki dla zakochanych, teraz tak jak wszyscy myśleli oni tylko o dżumie, zamiast wracać w wyobraźni do chwil spędzonych z ukochaną osobą

„Nasza miłość na pewno wciąż trwała, ale po prostu była bezużyteczna, ciężka do udźwignięcia, bezwładna w nas, jałowa jak zbrodnia czy potępienie.” – wartość miłości, gdy dżuma na dobra zagościła w Oranie, miłość przeszkadzała ludziom łączyła się z cierpieniem i nie pomagała im w niczym

„Natomiast w innych, a rekrutowali się oni spośród ludzi oddzielonych od istot, które kochali , wiatr nadziei, wiejący po tym długim okresie zamknięcia i cierpienia, wzniecił gorączkę i niecierpliwość, odbierając im wszelkie panowanie nad sobą. Na myśl o tym, że mogą umrzeć tak bliscy celu, że nie zobaczą ukochanej osoby i że długie cierpienia nie zostaną im wynagrodzone, ogarniał ich rodzaj paniki.”- sytuacja zakochanych pod koniec dżumy, gdy bramy były jeszcze zamknięte, ludzie zaczęli uciekać z miasta, bali się bowiem, że ich nadzieja jest płonna, obawiali się że mimo iż wytrwali tak długo, to nadal mogą zginąć przez ten krótki czas do otwarcia bram, wówczas całe cierpienie byłoby na nic

„Do szczęśliwszych należeli jeszcze ci, którzy nie zostali dwukrotnie rozdzieleni, jak to się stało z ludźmi przed epidemią dalekimi jeszcze od zbudowania swej miłości, ale przez lata zmierzającymi ślepo do trudnej zgody, łączącej w końcu wrogich kochanków. Podobnie jak Rieux, liczyli lekkomyślnie na czas: byli rozłączeni na zawsze.” – sytuacja zakochanych, którzy stracili ukochanego, ludzie ci nie byli gotowi na rozłąkę, byli pewni że mają jeszcze przed sobą dużo czasu, który poświęcą by naprawić swe relacje z ukochanym, dżuma ukradła im ten czas

„Ale inni, jak Rambert, którego doktor pożegnał rano słowami: “Odwagi, teraz właśnie trzeba mieć rację", znaleźli od razu nieobecnego, choć myśleli, że jest dla nich stracony. Przez pewien czas przynajmniej będą szczęśliwi.– sytuacja ludzi, którzy spotkali się ponownie z ukochanym, osoby te mimo swej obawy i cierpienia, że nigdy nie ujrzą bliskich są teraz szczęśliwe, że udało im się znowu spotkać

Rieux i jego żona

„Czuję się bardzo dobrze – powiedziała” – żona Rieux do męża, mimo choroby stara się być silna by nie przysparzać ukochanemu dodatkowego cierpienia

„Śpij jeśli możesz – powiedział. – Pielęgniarka przyjdzie jedenastej i zawiozę was na pociąg południowy” – Rieux do żony, jest względem niej opiekuńczy, martwi się o nią

„Za kosztowne to dla nas prawda?” – żona Rieux do męża przed wyjazdem na leczenie, kobieta martwi się o pieniądze, nie jest dla niej najważniejsza wygoda, mimo iż choruje

„Potem powiedział bardzo szybko, że ją przeprasza, że powinien był czuwać nad nią i bardzo ją zaniedbał” – Riuex do żony przed rozstaniem, czuje wyrzuty sumienia, uważa że powinien częściej z nią przebywać

„Wszystko pójdzie lepiej, kiedy wrócisz. Zaczniemy na nowo.” – Rieux do żony o ich przyszłośći, Rieux chce naprawić stosunki z żoną

„Potem powiedział matce, żeby nie płakała, że się tego spodziewał, ale to mimo wszystko jest trudne. Mówiąc to wiedział, że w jego cierpieniu nie było niespodzianki. Od miesięcy i od dwóch dni był wciąż ten sam ból, który trwał nadal. „– Rieux po śmierci żony, to wydarzenie nie wpłynęło na jego uczucia, sprawiło tylko, że cierpienie, które czuł od czasu rozłąki nadal trwało, nie wpłynęło jednak na pogłębienie jego cierpienia

Castel i jego żona

„Nie było to nawet jedno z tych małżeństw dających światu wzór przykładnego szczęścia, aż dotąd nie mieli pewności, czy są zadowoleni ze swojego związku” – narrator o stosunkach Castela i jego żony przed rozłąką i wystąpieniem dżumy, małżeństwo to było razem, ale nie łączyły się z tym jakieś wielkie uczucia szczęścia

„Ale brutalna i przedłużająca się rozłąka pomogła im upewnić się, że nie potrafią żyć z dala od siebie, i wobec tej prawdy, która nagle wyszła na jaw, dżuma była drobnostka” – po wystąpienie dżumy i rozłące, małżeństwo to zdało sobie sprawę jak się nawzajem potrzebują i nawet strach przed dżumą nie był w stanie ich rozdzielić


Podsumowanie
Na początku dżumy, miłość dodawała zakochanym siły. Pomagała ona im zapomnieć o epidemii i uciec w świat wspomnień. Łączyło się to jednak z cierpieniem. Ludzie bowiem zaczęli zauważać swoje błędy, a także zapominać twarz ukochanej osoby. Z czasem jednak dżuma stała się dla zakochanych rutyną. Zapomnieli oni o swych kochankach, wspomnienie bowiem dostarczały im tylko ból i nie pomagały w niczym. Przyzwyczaili się do tego, że są z dala od bliskich i nie przejmowali się tym. Przypominali sobie jednak o ukochanych wieczorami, lub gdy rozmyślali o przyszłości po zakończeniu epidemii. Z tego odrętwienia ludzie wrócili jednak, na dwa tygodnie przed otwarciem bram. Stali się oni wówczas niecierpliwi. Wielu z nich starało się uciec, w obawie że ich cierpienie pójdzie na marne i nigdy nie zobaczą ukochanych. Natomiast gdy izolacja się skończyła zakochani zostali podzieleni na dwie grupy: osoby, które utraciły swych bliskich i takie, które tych bliskich odzyskali. Pierwsza grupa osób nie przeżyła śmierci bliskich w wielki sposób. Wiadomość ta po prostu przedłużyła ich cierpienie, które czuli od czasu wybuchu dżumy. Tak było w przypadku Rieuxa, które nadzieje na nowy początek nie zostały spełnione. Choroba odebrała mu ten czas. Natomiast osoby, które odzyskały swych ukochanych były szczęśliwe. Ludzie ci jednak tak jak Rambert zmienili się.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 2 miesiąc temu #8 przez Dragon
Motyw buntu w "Dżumie" Alberta Camusa

"I wówczas kiedy jedni nadal wiedli skromne życie i przystosowywali się do zamknięcia, inni, na odwrót, myśleli tylko o tym, jak by z tego więzienia uciec." - Tylko część ludzi chciała się buntować, reszcie po prostu na tym nie zależało

"Z początku ludzie zgodzili się na odcięcie od zewnątrz, tak samo jak zgodziliby się na każdą przejściową przykrość, która naruszaaby tylko pewne ich przyzwyczajenia. Ale świadomi nagle czegoś w rodzaju uwięzienia, pod pokryw nieba, gdzie zaczynało już szumieć lato, czuli niewyraźnie, że to zamknięcie zagraża ich całemu życiu, i energia, którą z nadejściem wieczoru odnajdywali wraz z ochłodą, rzucała ich niekiedy ku rozpaczliwym postępkom." - Ludzie na początku tak jakby oswajają się z poczuciem utraty wolności, a potem im nagle tego brakuje i wewnętrzny głos zaczyna posuwać ich do buntu.

"Nie byo już losów indywidualnych, ale wspólna historia, to znaczy dżuma i uczucia, których doznawali wszyscy. Najsilniejszym z nich była świadomość rozłąki i wygnania wraz ze strachem i buntem, jakie niosła w sobie." - Wraz z buntem dochodziły inne odczucia. Ludzie mieli świadomość rozłąki.

"To prawda — rzekł. — Niech mi ksidz wybaczy. Ale, zmęczenie to szaleństwo. Zdarzają się takie godziny w tym mieście, kiedy nie czuję nic prócz buntu." - Są takie momenty w życiu, że nie pozostaje już nic innego oprócz zbuntowania się przeciwko reszcie

"Rozumiem — szepnął Paneloux. — To budzi bunt, ponieważ przekracza naszą miarą. Ale może powinniśmy kochać to, czego nie umiemy pojąć." - To właśnie to co widzą dookoła, to co ich otacza i z czym muszą żyć na co dzień skłania ich do buntowania się.

"Pomiędzy tymi stosami trupów, dzwonkami ambulansów, ostrzeżeniami tego, co zwykło się nazywać losem, pomiędzy upartym dreptaniem strachu i straszliwym buntem ich serc nie ustawał głos wzywajcy na alarm, mówic tym przerażonym istotom, że należy odnaleźć prawdziwą ojczyznę." - Wewnętrzny głos podpowiadał im, że muszą walczyć za ojczyznę, że muszą coś zrobić a nie siedzieć bezczynnie, bo to im nic nie da.

Podsumowanie:
Ludzie dopiero po pewnym czasie zaczęli coś ze sobą robić. Wiedzieli że jak będą siedzieć na swoich 4 literach to to nic nie zmieni, a może być nawet gorzej. Jedyne co im pozostawało to zorganizować się i zbuntować, co wiązało się z tym że albo im się uda i postawią na swoim, albo spotka ich to, co by ich i tak spotkało.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 2 miesiąc temu #9 przez Thud
Motyw buntu w "Dżumie" Alberta Camusa.

“W każdym razie jest prawdą, że niezadowolenie wciąż rosło, że nasze władze obawiały się najgorszego I poważnie zastanawiały się nad środkami, jakie należałoby zastosować, gdyby ludność, nad którą władzę sprawowała zaraza, posunęła się do buntu.” - Sytuacja w mieście jest bardzo napięta. Wszytko przez wszechogarniającą zarazę, która “panując” nad ludźmi zachęca ich do postaw buntowniczych. Władza musi sobie z tym poradzić.

“Tak więc przez całe tygodnie, więźniowie walczyli, jak mogli. Widać, że niektórzy z nich, jak Rambert, wyobrażali sobie jednak, że działają jako wolni ludzie, że mogą jeszcze wybierać.” - Ludzie, mimo tego, że praktycznie wszystko tracili, podejmowali się walki. W czasie tego buntu przeciw dżumie myśleli wiele o swojej sytuacji I o tym, jak z tego problemu wyjść.

“Nie, mój ojcze - powiedział – Inaczej rozmiem miłość I nigdy nie będę kochał tego świata, gdzie dzieci są torturowane” - Bunt przybierał też formę szerszego spojrzenia, nie tylko na problemy siebie, ale także tej drugiej osoby.

“Cała rzecz polegała na tym, by nie pozwolić umrzeć I zaznać ostatecznej rozłąki możliwie wielkiej liczbie ludzi, a jedynym środkiem była walka z dżumą. Nie jest to prawda godna podziwu, lecz prawda logiczna.” - to bunt miał uratować ludzi, I nie był buntem samym w sobie, lecz walką, która została rozpętana zgodnie z logiką człowieka.

“Tu kryło się prawdziwe niebezpieczeństwo, ponieważ właśnie walka z dżumą czyniła ich wówczas najbardziej podatnymi na chorobę. Stawiali na przypadek, a przypadek nie jest niczyją własnością.” - czasami w tym buncie (jak każdym buncie) – zabrakło rozsądku – przez to lekarze narażali się na niekoniecznie dobre doznania.

“Rieux odpowiedział, że nie, ale dziecko stawia opór dłużej, niż to się dzieje normalnie. Paneloux, który jakby opadł na ścianę, rzekł wtedy głucho:
-Jeśli ma umrzeć, będzie cierpiało dłużej” - walka dotyczy każdego – czy jest to walka z dżumą, samym sobą czy sytuacją, w jakiej się jest. Jednakże niektórzy swoją walkę I tak przegrają, przy czym zapłacą przez walkę przedłużonym cierpieniem.

“Cottard zaprotestował – nie chciał dżumy, przyszła sama; to nie jego wina, że chwilowo mu pomaga. “ - Nie wszyscy mają potrzebę się buntować, skoro w pewnym sensie mogą korzystać z dżumy.

“Oznajmił im, że ludzie protestują, że wciąż Ci sami mają, czego dusza zapragnie, że tak długo dzban wodę nosi, póki się ucho nie urwie, I że prawdopodobnie (tu zatarł ręce), dojdzie do hecy” - bunt wisiał w powietrzu I każdy zdawał sobie z tej możliwości sprawę.

Podsumowanie – bunt istniał na wielu płaszczyznach – buntu przeciw chorobie, buntu przeciw temu, jak wygląda w danej chwili miasto czy buntu spowodowanego zachowaniem innych. Walczyli dzieci I starzy. Jednak niektórym dżuma była na rękę.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 2 miesiąc temu #10 przez Miro
Motyw Religii i Boga w ,,Dżumie"

Społeczeństwo i religia.
,,Pod koniec tego miesiąca władze kościelne naszego miasta postanowiły walczyć z dżumą własnymi środkami i zorganizowały tydzień wspólnych modlitw." - narrator informuje nas, że kościół chcąc chronić społeczeństwo przed dżumą i dodać ludziom nadziei, zorganizował specjalny tydzień modlitw by umocnić ich wiarę.
,,(...) te manifestacje pobożności publicznej miały skończyć się w niedzielę uroczystą mszą do św. Rocha, zadżumionego świętego." - z cytatu dowiadujemy się, że "tydzień modlitw" skończy się uroczystą mszą, która będzie kierowana do św. Rocha, który był opiekunem zadżumionych i miał chronić ludzi w tej ciężkiej dla nich chwili.
,,Tydzień modlitw miał liczne audytorium. Nie dlatego bynajmniej, że mieszkańcy Oranu byli zazwyczaj szczególnie pobożni. W niedzielę rano na przykład kąpiele morskie są poważną konkurencją dla mszy. Nie dlatego również, że spłynęło na nich nagłe nawrócenie." - dowiadujemy się w tym cytacie, że ludzie tłumnie uczęszczali na msze do kościoła, mimo iż przed dżumą, kościół był ostatnią "rzeczą" do jakiej by zajrzeli. To co ich do tego skłoniło, doskonale pokazuje nam kolejny cytat:
,,Ale z jednej strony, miasto było zamknięte i dostęp do portu zabroniony, kąpiele więc niemożliwe, z drugiej zaś znajdowali się w szczególnym stanie ducha: choć w gruncie rzeczy nie przyjęli zaskakujących wydarzeń, które ich dotknęły(...) wielu jednak miało nadzieję, wciąż nadzieję, że epidemia się zatrzyma i oni wraz z rodzinami zostaną oszczędzeni. Nie czuli się jeszcze zobowiązani do niczego. Dżuma była dla nich tylko nieprzyjemnym gościem, który powinnien pewnego dnia odejść , skoro się zjawił. Krótko mówiąc czekali." - jak mówi narrator, ludzie czekali na to jak dżuma minie, a w trakcie tego przerażającego czekania, uczęszczali (przynajmniej w pierwszej fazie dżumy) do kościoła "na wszelki wypadek".
,,Jeśli idzie o religię (...) dżuma usposobiła ich szczególnie, równie oddalając od obojętności jak od pasji, co można by dość dobrze określiść jako ,,stan obiektywny". Większość tych, którzy brali udział w tygodniu modlitw, mogłaby sobie powiedzieć na przykład, jak jeden z wiernych powiedział do doktora Rieux: ,, W każdym razie to nie może źle zrobić". " - ludzie nie chodzą do kościoła dlatego, że żarliwie wierzą, robią to ponieważ, mają nadzieję, że to może im pomóc, a w najgorszym wypadku nawet jeśli im nie pomoże to w żaden sposób nie zaszkodzi.
,, Nawet Tarrou, zapisawszy w swoich notatnikach, że w podobnym wypadku Chińczycy grają na bębenku przed geniuszem dżumy, zauważył, że absolutnie niepodobna wiedzieć, czy w rzeczywistości bębenek nie okazywał się bardziej skuteczny od środków profilaktycznych." - w tym cytacie, narrator wspomina o notatkach Tarrou, w których zapisał on, że nawet zwykłe przesądy i wierzenia innych religi, mogą mieć większe znaczenie niż rzeczywiste środki profilaktyczne jakie normalnie się w takich sytuacja stosuje. Innymi słowy, religia jest może być, równie ważna co profilaktyka zdrowotna.
,,Kazanie uświadomiło niektórym myśl, niejasną dotychczas, że za nieznaną zbrodnię zostali skazani na niepojęte uwięzienie" - ludzie, którzy słuchali kazania ojca Paneloux, wyszli stamtąd przekonani, że Bóg skazał ich na więzienie, za zbrodnię, której nie rozumieją.
,,Na początku, kiedy wierzyli, że jest to choroba jak wszystkie inne, religia była na swoim miejscu. Ale kiedy zobaczyli, że to rzecz poważna, przypomnieli sobie o rozkoszy. Wszelka obawa, która w ciągu dnia maluje się na twarzach, w gorącym i zakurzonym zmierzchu zamienia się w dzikie podniecenie, w niezdarną wolność, która rozpłomienia cały lud." - narrator mówi w tym cytacie, że ludzie, którzy na początku byli oddani religii i przestrzegali jej praw, zmienili swój stosunek do niej, gdy sprawa z chorobą stała się poważniejsza. Woleli uciec się do "rozkoszy", niż trwać w wierze, która ich nie chroni.
,,Zbyt długo przebywałem w szpitalach, by sympatyzować z ideą kolektywnej kary. Ale pan wie, że chrześcijanie czasem tak mówią, myśląc inaczej. Są lepsi, niż się wydają." - to słowa doktora Rieux, kiedy został spytany przez Tarrou, co sądzi na temat kazanie Paneloux. Można z nich wywnioskować, że Rieux nie popiera idei kary, o jakiej wspomina ojciec Paneloux w swoim kazaniu, ale uważa, że chrześcijanie, w gruncie rzeczy są dobrzy i ich wiara jest poprawna mimo myśli jakie wypowiadają.
,,(...) wszystkie zgromadziły się w kącie, pod czymś w rodzaju zaimprowizowanego ołtarza, gdzie stał św. Roch, wykonany naprędce w jednej z pracowni naszego miasta. Klęcząc kształty wydawały się jeszcze bardziej skurczone, zagubione w szarości niby zakrzepłe kawałki cienia, ledwo grubsze od mgły, która je spowijała. W górze organy wygrywały niekończące się wariacje." - narrator informuje nas w tym cytacie o spostrzeżeniach Ramberta, który stoi w przedsionku katedry. To na co warto tu zwrócić uwagę, to fakt, że narrator przedstawia wiernych religii, jako małe, pokurczone kształty, które błagają o zmiłowanie, oraz na to że znajduje się tu naprędce ( Czyli pośpiesznie, bez starania) wykonany ołtarz, który służy ludziom do modlitw, przed dżumą. Religia jest ucieczką od rzeczywistości.
,,Większość zresztą, jeśli nie porzuciła całkowicie obowiązków religijnych albo jeśli nie łączyła ich z głęboko amoralnym życiem osobistym, zastąpiła zwykłe praktyki niezbyt rozsądnymi przesądami. Ludzie chętniej nosili medaliki ochronne czy amulety św. Rocha, niż chodzili na mszę." - cytat ten, pokazuje nam, że w późniejszej fazie dżumy, religia stała się rzeczą zbędną i została zastąpiona przez zwykłe przesądy i ludowie wierzenia. To co kiedyś chroniło ludzi stało się zbędne, i zastąpione zwykłymi przesądami, bądź wierzeniami. By bliżej się temu przyjrzeć, można spojrzeć jeszcze na te słowa: ,, Podawano więc sobie z rąk do rąk rozmaite przepowiednie magów czy świętych Kościoła katolickiego." - narrator informuje nas o tym, że ludzie uczepili się wierzeń, które jego zdaniem były nierozsądne i po prostu prymitywne.
,,Boże Narodzenie w tym roku było raczej świętem Piekła niż Ewangelii (...) kościoły wypełniały raczej skargi niż dziękczynienia. Przez ponure i mroźne miasto przebiegały z rzadka dzieci, nieświadome jeszcze, co im grozi. Ale nikt nie ośmielał się oznajmić im przybycie dawnego Boga niosącego dary, starego jak trud, lecz nowego jak młoda nadzieja." - ludzie nie obchodzili tego święta, które jest jednym z najradośniejszych w cały roku, ponieważ niosły one nadzieję, a na nią nie było miejsca w ich zniszczonych i zepsutych chorobą sercach.

Paneloux i jego wiara.
I kazanie
,,(...) i kiedy natarł na audytorium gwałtownym i dobitnie powiedzianym zdaniem: ,, Bracia moi, doścignęło was nieszczęście, bracia moi, zasłużyliśmy na nie" - prąd przebiegł po zebranych aż do kruchty." - są to słowa ojca Paneloux do zebranych w kościele, takimi słowami rozpoczyna swoją przemowę, możemy zobaczyć, że nieszczęście, które ich dosięgło to kara od Boga, który każe swoje dzieci za przewinienia jakie się wobec Niego dopuścili.
,,Jeśli dziś dotknęła was dżuma, to znaczy, że chwila zastanowienia nadeszła. Sprawiedliwi mogą być bez obaw, ale słusznie drżą źli (...) będzie więcej słomy jak ziarna, więcej powołanych niż wybranych i tego nieszczęścia nie chciał Bóg. Zbyt długo ten świat paktował ze złem, zbyt długo liczył na miłosierdzie boskie. Wystarczyła skrucha i wszystko było dozwolone. A do skruchy każdy czuł się mocny." - to słowa ojca Paneloux, kierowane do zebranych w kościele, ludzie drżą przed tymi słowami, ich wiara w Boga była zbyt słaba, nie wierzyli dopóki nie było takiej potrzeby, słowa ojca uświadomiły w nich ich zły sposób patrzenia na religię. Ojciec Paneloux jest głęboko przekonany, że oto nadszedł czas gdy Bogu skończyła się cierpliwość... Twierdzi jak możemy zobaczyć w tym cytacie: ,, To nie mogło trwać. Bóg, który tak długo pochylał nad ludźmi tego miasta twarz pełną litości, zmęczony czekaniem, zawiedziony w swej wiekuistej nadziei, odwrócił oczy." - że Bóg zostawił swoje dzieci w "ciemności dżumy" by wystawione na próbę, ujrzały prawdę.
,, (...) po czym przemówił bardziej głucho, ale oskarżycielskim tonem: ,,Tak, nadeszła chwila zastanowienia. Sądziliście, że wystarczy wam odwiedzać Boga w niedzielę, abyście byli panami waszych dni. Myśleliście, że kilka razy klęknowszy, zapłacicie mu dość za waszą zbrodniczą beztroskę. Te nieczęste wizyty nie wystarczały jego pożerającej czułości. Chciał was widywać dłużej, to jego sposób kochania i, prawdę mówiąc jedyny sposób kochania. Oto dlaczego, zmęczony czekaniem na wasze przybycie, kazał pladze przyjść do was, jak przychodzi ona do wszystkich miast grzechu, odkąd istnieje historia ludzka." - ojciec Paneloux mówi, że ludzie ponieśli tę karę (dżumy) z powodu swojej ignorancji. Kara, które ich spotykam, jest sposobem w jaki Bóg, od zawsze karał "miasta grzechu" , dżuma to narzędzie Boga, który używa go, by odzyskać miłość swoich wiernych.
Słowa ojca Paneloux o cierpieniu jakie wywołuje dżuma: ,,To światło rozjaśnia mroczne drogi wiodące ku wyzwoleniu. Objawia wolę bożą, które niechybnie przemienia zło w dobro. Dziś znowu, poprzez ten podchód śmierci, lęku i krzyku, prowadzi nas ku istocie ciszy i zasadzie całego życia. Oto, bracia moi, ogromne pocieszenie, jakie chciałem wam ofiarować, abyście wynieśli stąd nie tylko słowo, które chłoszcze, ale i słowo, które koi." - to jest światło wieczności, jakie Bóg daje nam w cierpieniu, tymi słowa ojciec Paneloux, mówi do zebranych by ich uspokoić i dać im nadzieję. Mówi im, że w każdym ich cierpieniu jest sens, i że jest to wola Boża, które bierze się z jego nieskończonego miłosierdzia.
,,Paneloux patrzył na usta dziecięce, splamione chorobą, pełne krzyku wszystkich wieków. Osunął się na kolana i nikt się nie zdziwił słysząc, jak mówi głosem trochę zduszonym, lecz wyraźnym, na tle bezimiennej i nieustającej skargi: ,,Boże mój, uratuj to dziecko." (...) ale dziecko krzyczało nadal i chorzy wokół niego poruszyli się. Ten z drugiego końca sali, którego wołania nie ustawały, przyśpieszył rytm swej skargi. Fala łkań zalała salę, zagłuszając modlitwę Paneloux" - to jedna z najbardziej wstrząsających scen w książce, w tym cytacie, możemy ujrzeć zderzenie się wiary ojca Paneloux, z dżumą. Wiara w starciu z tą chorobą, ponosi klęskę. Modlitwa nie pozwoliła na ocalenie dziecka, które umiera w straszliwej agonii i męce. Walka Paneloux tutaj się kończy, co doskonale obrazuje ten cytat: ,,Z ustami otwartymi, ale niemymi, dziecko odpoczywało w głębi rozrzuconych koców, mniejsze nagle, z resztami łez na twarzy. Paneloux zbliżył się i wykonał gest błogosławieństwa. Potem zebrał sutannę i wyszedł środkiem sali." - mamy tu doskonale pokazane, że to co się stało przerosło kapłana i zmieniło jego punkt widzenia.
II kazanie
Słowa mówione przez ojca Paneloux podczas drugiego kazania: ,,(...) powiedział z mocą, że są rzeczy, które można wyjaśnić w stosunku do Boga, i inne, których wyjaśnić nie można. Oczywiście jest dobro i zło, i na ogół można sobie wytłumaczyć łatwo, co je dzieli. Ale trudność rozpoczyna się wewnątrz zła. Na przykład, bywało zło z pozoru konieczne, i zło z pozoru bezużyteczne." - ksiądz mówi w swoim kazaniu, że trudno jest klasyfikować zło jako zło, które jest konieczne i takie, które jest złem w czystej postaci. Stwierdza, że zło to zło i nie powinno się go w żaden sposób klasyfikować.
,,(...) religia czasu dżumy nie może być religią codzienną i jeśli Bóg mógłby zgodzić się, a nawet pragnąć by dusza odpoczywała i cieszyła się w czasach szczęścia, chce, żeby się okazała ponad swoją miarę, skoro nieszczęście jest bezimienne. Bóg udziela dziś łaski istotom przez siebie stworzonym zsyłając im nieszczęście, jakiego trzeba, by mogły udźwignąć największą cnotę: Wszystko lub Nic." - podczas drugiego kazania, Paneloux używa takich zaskakujących słów do swoich słuchaczy. Są to przerażające słowa, ponieważ mówią, że dżuma, którą zesłał Pan jest konieczna i albo się ją udźwignie i zostanie się zbawionym, albo nie i straci wszystko. Mówi, że religia podczas dżumy, to specjalna religia, która musi być taka, by Bóg był z niej zadowolony, te słowa, są już na granicy bluźnierstwa, o czym doskonale wie narrator....
,,Ojciec Paneloux powiedział wówczas, że cnota całkowitej zgody, o której mówił, nie powinna być zrozumiana w sensie ograniczonym, jaki się jej zazwyczaj nadaje; nie chodzi o banalną rezygnację ani nawet o trudną pokorę. Chodzi o upokorzenie, ale upokorzenie, z którym upokorzony byłby w zgodzie. Cierpienie dziecka jest na pewno upokarzające dla umysłu i serca. Ale tego właśnie trzeba zaznać. Dlatego (i Paneloux zapewnił swoich słuchaczy, że ma niełatwą rzecz do powiedzenia) trzeba chcieć cierpienia, ponieważ Bóg go chce." - te słowa są jakoby uwieńczeniem tego co chce słuchaczom przekazać podczas drugiego kazania ksiądz Paneloux. "Bóg go chce", bóg chce cierpienia i bólu, a my, zwykli ludzie powinniśmy to zaakceptować bo to jest właśnie Jego miłosierdzie, tylko całkowicie się podporządkowując temu cierpieniu możemy zaznać zbawienia. Właśnie tak wygląda pogląd, który narzuca Paneloux swoim słuchaczom podczas kazania. Cytat, który można jeszcze przytoczyć by bardziej dobitnie pokazał nam sposób jego myślenia brzmi tak: ,, Cierpienie dzieci jest naszym gorzkim chlebem, ale bez tego chleba dusza zginęłaby od głosu duchowego." - tak sobie i innym, wyjaśnia śmierć dziecka, której był świadkiem i która zmieniła, aż tak jego pogląd na religię i Boga. Wiara została zachwiana i uległa przeobrażeniu, które możemy podczas tego drugiego kazania zobaczyć.
,,Trzeba iść naprzód w ciemnościach, trochę na oślep i próbować czynić dobrze. Jeśli zaś idzie o resztę, trwać i zdać się na Boga, nawet wówczas, gdy jest to śmierć dzieci, i nie szukać pomocy dla siebie." - Paneloux uczy swoich słuchaczy, że należy zawsze wybierać dobro, a kiedy ścieżka stanie się zbyt kręta by dokonywać jakichkolwiek wyborów, zdać się na łaskę Pana.
,,Bracia moi - rzekł wreszcie Paneloux oznajmiając, że kończy - miłość do Boga jest trudną miłością. Zakłada całkowite wyrzeczenie się samego siebie i pogardę dla własnej osoby. Ale tylko ta miłość może zmazać cierpienie i śmierć dzieci, tylko ona czyni ich śmierć konieczną, nie można jej bowiem rozumieć, można jej tylko chcieć. Oto trudna nauka, którą chciałem podzielić się z wami. Oto wiara, okrutna w oczach ludzi, rozstrzygająca w oczach Boga, do którego trzeba się zbliżyć. Temu straszliwemu wizerunkowi musimy dorównać. Na tym szczycie wszystko się przemiesza i wyrówna, prawda tryśnie z pozornej niesprawiedliwości." - Paneloux w tych słowach, informuje zebranych, że by zmazać cierpienia jakie niesie za sobą śmierć dzieci, należy uznać, że ich śmierć nie idzie na marne i że jest potrzebna Bogu. Okrutny Bóg, o którym mówi Paneloux, chce byśmy przechodzili przez tę próbę, bo tylko ona ma nas doprowadzić do prawdy, której nie jesteśmy w stanie zobaczyć. Wiara ojca Paneloux stała się wiarą, całkowicie podporządkowaną idei cierpienia, to że cierpimy jego zdaniem jest tylko i wyłącznie dziełem Boga, i jest to dzieło konieczne, ponieważ prowadzi nas do zbawienia.

Bóg według ludzi.
,,(...)sprzeczność zresztą, nie przerażała go wcale, powiedział bowiem w chwilę potem do Tarrou, że Bóg na pewno nie istnieje, w przeciwnym bowiem razie księża byliby niepotrzebni." - to słowa starego astmatyka, do Tarrou, który przyszedł go zbadać. Możemy z nich wywnioskować, że Bogu (według astmatyka) do posług nie są potrzebni kapłani i że to iż istnieją, jest dowodem na jego nieistnienie.
,, (...) miasto, ciężkie od miłosnych par i krzyku, odpływa ku dyszącej nocy. Na próżno co wieczór na bulwarach natchniony starzec w kapeluszu i fantazyjnym krawacie idzie przez tłum, powtarzając bez wytchnienia: ,,Bóg jest wielki, przyjdźcie do Niego", wszyscy, na odwrót, śpieszą ku czemuś, co znają źle i co wydaje im się bardziej naglące niż Bóg." - narrator mówi nam o ludziach, którzy by uciec przed myślami o dżumie, oddają się sprawą bardziej przyziemnym jak kłótnie, rozmowy czy po prostu pożądanie, ludzie wolą ''być tu i teraz'', niż oddawać cześć Bogu.
,,Czy pan wierzy w Boga doktorze?" - spytał Tarrou Rieux podczas rozmowy o organizacjach ochotniczych oddziałów sanitarnych - ,,Nie, ale cóż to znaczy? Jestem w ciemności i próbuję widzieć jasno. Już od dawna przestałem to uważać za oryginalne." - tak odpowiada Rieux, zapytany przez Tarrou. Stwierdza, że nie wierzy w Boga, bo przestał uważać to za (Jak twierdzi) oryginalne, wiara stała się dla niego bezużyteczna, o czym mówi kolejny cytat: ,,Dlaczego okazuje pan tyle poświęcenia, jeśli nie wierzy pan w Boga? Może dzieki pańskiej odpowiedzi sam potrafię odpowiedzieć (...) Nie wychodząc z cienia doktor odparł, że dał już odpowiedź, że gdyby wierzył we wszechmogącego Boga, przestałby leczyć ludzi zostawiając Bogu tę troskę. Ale ponieważ nikt na świecie, nawet Paneloux, choć sądzi, że w Boga wierzy, nie wierzy w niego w taki sposób, ponieważ nikt nie poddaje się całkowicie, on, Rieux, myśli, że tu przynajmniej jest na drodze prawdy, skoro walczy przeciw światu takiemu, jaki jest." - słowa doktora są bardzo pesymistyczne, ponieważ według niego wiara całkowita w Boga, innymi słowy, wiara, że Bóg wybawi nas od śmierci, jest wiarą, którą nazywa ucieczką i całkowitym poddaniem się ponieważ należy brać los we własne ręce i chronić innych, a nie podkładać w Bogu wszystkie nasze nadzieje, na ujrzenie jutra nie zostając zabitym przez dżumę i nie pozwalając na zabicie przez nią innej osoby.
,,(...) jest to sprawa, którą człowiek taki jak pan potrafi zrozumieć; skoro jednak śmierć ustanawia porządek świata, może lepiej jest dla Boga, że nie wierzy się w niego i walczy ze wszystkich sił ze śmiercią, nie wnosząc oczu ku temu niebu, gdzie on milczy." - Rieux w rozmowie z Tarrou, stwierdza, że prawdopodobnie lepiej jest, nie wierzyć w Boga i walczyć ze zastanym porządkiem świata, niż wyglądać w oczekiwaniu na jego miłosierdzie, które i tak nigdy nie nadejdzie.
Słowa Rieux wypowiedziane do ojca Paneloux, zaraz po tym, gdy wyszli z sali po śmierci dziecka, trzymając go za rękę rzekł: ,,Ksiądz widzi - rzekł unikając jego spojrzenia - nawet sam Bóg nie może nas teraz rozłączyć" - to bardzo ważny cytat, ponieważ pokazuje nam, że Rieux wierzy iż w swojej misji, jaką prowadzi wspólnie z księdzem w oddziałach sanitarnych, jest jakoby niezniszczalny, a Bóg nie może rozdzielić go z księdzem z jego misji.
Słowa Tarrou kierowane do doktora Rieux: ,,(...) chciałbym wiedzieć, jak stać się świętym; tylko to mnie interesuje. - Ale pan nie wierzy w Boga. - Właśnie. Znam dziś tylko jedno konkretne zagadnienie: czy można być świętym bez Boga." - ten cytat, jest bardzo istotny, ponieważ porusza pewną bardzo istotną kwestię, czy jeśli ktoś będzie praworządny, będzie chronił innych ludzi, leczył ich, dbał o nich to czy jeśli nie będzie wierzył w istnienie Boga, to będzie mógł zostać nazwany świętym, tylko i wyłącznie, za swoją dobroć? Takie właśnie pytanie, została zawarte w słowach Tarrou do Rieux, niestety, nie otrzymujemy na nie odpowiedzi.

Na samym początku jeszcze zanim dżuma się zaczęła, religia w mieście portowym Oran, była taka jak w innych miastach. Niektórzy ludzie wierzyli, inni nie, a jeszcze inni tylko gdy trzeba było. Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy pojawiła się dżuma i zaczęła zbierać swoje krwawe żniwo, ludzie ginęli jeden po drugim i zaczęli uciekać i traktować religię jako azyl. W pierwszej fazie epidemii, ludzie chodzili do kościoła (Podczas tygodnia wspólnych modlitw), i prosili Boga o zmiłowanie, nawet Ci którzy nie wierzyli udawali się tam, bo przecież nic ich to nie kosztowało,a mogło przynieść (Może...) jakieś korzyści. Z biegiem czasu, gdy epidemia stawała się coraz bardziej brutalna, ludzie zaczęli się odwracać od religii, która ich nie ochroniła i szukali pomocy we wszystkim innym, między innymi w zwykłych ziemskich przyjemnościach. Religia przestała mieć znaczenia dla miasta, a Bóg stał się zbędny, filozofia egzystencjalna jaką kierowali się lekarze, stała się dominującą. Ludzie przestali wierzyć i chodzić do kościoła. Nawet na ostatnim kazaniu ojca Paneloux, w kościele było mało ludzi. Religia, która miała chronić ludzi i dawać im sens istnienia, stała się zbędna i mimo iż Paneloux dążył do tego by, religia była opoką dla ludzi, stała się ona tylko nic nie znaczącą ideą, która mogła zostać z łatwością zastąpiona przez medalik św. Rocha, który mógł chronić człowieka przed dżumą lepiej niż wiara w kościół, niż wiara w Boga. Albert Camus, pokazał nam w doskonały sposób, na jaki problem natknęła się religia, w czasach gdy ludzie ginęli bez przerwy, bezbłędnie pokazał problemy natury moralnej jakie pojawiły się przed ludźmi, którzy stanęli w obliczu śmierci tak blisko, że czuli jej oddech na swoich karkach. To, że ludzie zwątpili, było rzeczą oczywistą i naturalną, a wiara przestała spełniać swoje zadanie, gdy zobaczyło się "człowieka z wyłupionymi oczami"...

(Przepraszam, że to taka lawina tekstu, ale nie rozumiem jak mam TUTAJ tworzyć akapity :) )

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

3 lata 2 miesiąc temu - 3 lata 2 miesiąc temu #11 przez Szymon94-1994
MOTYW MIŁOŚCI W "DŻUMIE"
[/b]
Wpływ dżumy na miłość i zakochanych

„Dalsza historia była według Granda bardzo prosta. Jak ze wszystkimi: człowiek żeni się, kocha jeszcze trochę, pracuje. Pracuje tyle, że zapomina kochać.”
„Na skutek zmęczenia opuszczał się, milkł coraz bardziej i nie podtrzymywał swej żony w mniemaniu, że jest kochana. Zapracowany mężczyzna, bieda, przyszłość zamykająca się wolno, milczenie wieczorem przy stole — w takim świecie nie ma miejsca dla namiętności.”

Miłość powinna być ważniejsza niż praca i obowiązki, pod wpływem natłoku spraw nie możemy zapominać o uczuciach. Zaniedbywanie drugiej osoby jest także zaniedbywaniem uczuć, które z biegiem czasu po prostu wygasają.

„Potem Jeanne odeszła. Oczywiście nie odeszła sama. “Kochałam cię, ale teraz jestem zmęczona... Nie jestem szczęśliwa wyjeżdżając, ale nie trzeba być szczęśliwym, by zacząć na nowo". To właśnie mniej więcej napisała.”

„Ogarniały go też nagłe rozrzewnienia i wówczas chętnie opowiadał doktorowi Rieux o Jeanne, zadając sobie pytanie, gdzie ona może być teraz i czy myśli o nim, gdy czyta gazety.”
„Z głębi odległych lat, z samego serca tego szaleństwa, świeży głos Jeanne powracał ku Grandowi, to pewne. Rieux wiedział, co myślał w tej chwili płacząc stary człowiek, i doktor myślał tak samo jak on, że świat bez miłości jest martwym światem i że zawsze przychodzi godzina, kiedy zmęczony więzieniami, pracą i odwagą błaga o twarz jakiejś istoty i o serce olśnione czułością.”

Każdy człowiek potrzebuje miłości, drugiej osoby z którą może spędzić trochę czasu. Jak mówi nam to cytat świat bez miłości jest martwym światem. Odrzucając miłość tak naprawdę uśmiercamy się sami.

„Ja zaś mam dosyć ludzi umierających dla idei. Nie wierzę w bohaterstwo, wiem ,że jest łatwe ,a zrozumiałem, że było zabójcze. Żyć i umierać dla tego ,co się kocha, tylko to mnie interesuje.”
„Wiem, że człowiek jest zdolny do wielkich czynów, ale jeśli nie jest zdolny do wielkiego uczucia, nie interesuje mnie.”

Od wielkich czynów ważniejsze jest uczucie. Czasem ważniejsze jest to co czujemy, a nie to co czynimy.

Raymond Rambert i jego żona.
Rambert zostawił swoją żonę w Paryżu, wprawdzie nie była to jego żona ale sam fakt że właśnie tak ją nazywa pokazuje nam ,że łączyło ich prawdziwe uczucie. Potwierdza nam to ten fragment:
„Zostawił żonę w Paryżu. Prawdę mówiąc, nie jest to żona, ale to wychodzi na jedno.”
Czas rozłąki sprawił ,że Rambert odczuwa niepokój przed tym czy coś się nie zmieniło, czy nadal będzie tak jak było kiedyś. Wiemy ,że chce dążyć do tego ,by <a href="http://xn--jzyk-polski-rrb.pl/lektury-opracowania/363-dzuma-camus" title="dżuma">dżuma</a> nie wniosła żadnych zmian w jego uczuciu, w tym jak on postrzega swoją żonę, świadczy o tym następujący fragment: „Pragnął by na powrót stać się tym człowiekiem, który na początku epidemii ogarnięty porywem chciał biec z miasta, by rzucić się na spotkanie ukochanej istoty”.
Raymond boi się ,że przez rozłąkę nie pozna swojej żony, boi się tego ,że stała się ona dla niego obcą osobą. Odczuwa wewnętrzny strach i niepokój „Rambert czekał bowiem z drżeniem na chwilę, kiedy porówna tą miłość czy czułość, przez miesiące <a href="http://xn--jzyk-polski-rrb.pl/lektury-opracowania/363-dzuma-camus" title="dżumy">dżumy</a> sprowadzoną do abstrakcji, z istotą z ciała, która była jej podporą.” W chwili kiedy jego żona wraca Rambert przeżywa ten moment bardzo uczuciowo, strach, niecierpliwość i głębokie uczucie znajdują ujście w łzach. „I trzymając ją co sił, przyciskając do siebie tę głowę, której znajome włosy tylko widział, dal upust łzom, nie wiedząc, czy są to łzy szczęścia, czy zbyt długo tłumionego cierpienia, pewien przynajmniej, że nie pozwolą mu sprawdzić, czy twarz kryjąca się w zagłębieniu jego ramienia jest tą, o której tak długo marzył, czy twarzą obcą.”
Te słowa tak naprawdę potwierdzają tylko to ,że Rambert bardzo kochał swoją „żonę”. Czas rozłąki sprawił ,że zaczął on za nią tęsknić a strach spowodowany był tym, że bał się czy osoba która wróci będzie nadal tą samą osobą którą on zapamiętał. Sądzę ,że <a href="http://xn--jzyk-polski-rrb.pl/lektury-opracowania/363-dzuma-camus" title="dżuma">dżuma</a> w pewien sposób umocniła ich uczucie ponieważ tęsknota i strach przed tym ,ze mogliśmy stracić ukochaną osobę sprawią ,że przywiązanie, miłość i oddanie stają się jeszcze silniejsze.

Proszę Zaloguj , aby dołączyć do konwersacji.

Moderatorzy: filolog
Serwis rozdaje przeglądarkom bezpieczne ciasteczka.